Chciałbym wiedzieć, czy ktoś to jeszcze czyta?
Latest Entries »
Jestem teraz na wakacjach. Ktoś mi napisał, ze mi skasuja blog bo jest nieaktywny. Tak wiec pisze tu znów by go uaktywnic. Pozdrawiam
Łoże małżeńskie, wieczór, On i Ona. Dyskretna lampka paląca się przy łożu od strony kobiety.
Ona: Zenku, co robisz?
On (odwrócony do żony plecami, zakryty kołdrą, wciśnięty w poduszkę)
: Błagam Morfeusza by mi zesłał sen.
Ona: Zenuś, przecież dopiero 22:00 i już chcesz spać?
On: No wiesz, taki miałem zamiar kładąc się spać.
Ona (siada w łóżku, poprawia sobie poduszkę pod plecami i sięga po czasopismo):
Wiesz, a ja myślałam, że może dzisiaj byśmy się troszkę pomiziali?
On: (mrucząc sennie): Że co?
Ona: No zrobili to, co robi w łóżku kobieta i mężczyzna gdy są sami.
On: O tej porze, to każdy śpi. A Ty gadać zaczynasz.
Ona: A wiesz, że w Cosmo napisali, że to pora na kochanie?
On: Czytaj dalej te pisemka to Ci się do końca we łbie poprzewraca. Mnie uczono, że nocą się śpi.
Ona: A wiesz Zenku, że napisali też, że organ mało używany ulega zanikowi?
On (pod kołdrą się szamoce, jednym szarpnięciem ciała kładzie się na wznak i widać, jak ręką bada się w kroczu): Mnie nic nie zanika
Ona: I jeszcze napisali, że z braku seksu tępieją zmysły
On: Że co?
Ona: No widzisz? Już zaczynasz źle słyszeć.
On: Dobrze słyszę Zdzicha, tylko wiesz, o tej porze ja bym chciał spać a nie słuchać kazań.
Ona: To nie kazanie, tylko wyraz niezadowolenia niespełnionej kobiety
On: Przecież to niedawno robiliśmy, mało Ci?
Ona: Niedawno? Miesiąc temu to dla Ciebie niedawno?
On: Miesiąc? Kurna…Jak ten czas szybko leci…
Ona: Widzisz? Nie tylko słabo słyszysz to już masz początki sklerozy. Źle z Tobą.
On (milczy)
Ona: Znasz moją Ankę?
On: Z nią się nie miziałem
Ona: Nie pytam się czy się miziałeś, tylko czy znasz!
On: Znam przecież
Ona: Wolę się zapytać, bo masz sklerozę
On: Nie mam sklerozy!
Ona: Więc Anka ma teraz nowego faceta i mówiła mi, że z niego istny szatan w łóżku
On: Rany…!
Ona: Nie rany, tylko normalnie może z nim to robić kiedy tylko zechce
On: A on pewnie żre viagrę torebkami
Ona: Zazdrościsz mu.
On: Nikomu nie zazdroszczę, bo czego. Oni chcą się bzykać to się bzykają a jak ja chcę spać, to spać nie mogę i co ty na to?
Ona: Bzykanie to nie spanie!
On: Wiem to bardzo dobrze.
Ona: (milczy)…. (milczy obrażona)
On: (przykrywa się kołdrą i odwraca do niej plecami – zamyka oczy i stara się zasnąć)
Ona (milczy dłuższą chwilę i nagle ryknie): I Ty już chcesz kimać? Rany – gdzie ja oczy miałam!
On (się podrywa przestraszony): Jezus Maria! Kobieto, ja tu zawału dostanę!
Ona: A dostań. Należy Ci się.
On (się odwraca do niej): Zdzicha, co Cię dzisiaj napadło!?
Ona: Jak to co?! Mam chcicę! Mam chłopa w łóżku i nie mogę się nawet pomiziać.
On: Możesz się pomiziać ale ja chcę spać!
Ona: Sama mam się miziać?
On: A czemu nie?
Ona: To ja sobie innego chłopa znajdę!
On: Ok. – ale jutro, dobra?
Ona: Ty mnie już nie kochasz!
On: Kocham Cię, ale chcę spać! Jutro ja pracuję od rana i chcę być wyspany
Ona: Kiedyś to chodziłeś niewyspany do pracy, a teraz ja mam sobie innego szukać (chlipa)
On: Ja Ci nie każę innego szukać, tylko grzecznie proponuję pójść spać.
Ona: Ale ja chcę się miziać!
On: A ja też mam chcieć?
Ona: Tak jest! Też powinieneś chcieć się miziać!
On: No to ja nie chcę!
Ona: Czy Ty jesteś jeszcze mężczyzną?
On (siada w łóżku): A co, masz wątpliwości?
Ona: Tak, mam. Prawdziwy mężczyzna nie pozwoliłby żonie na to, by cierpiała z powodu wyposzczenia!
On: Ok. – ale jak Cię wymiziam, to dasz mi spać?
Ona: Tak, dam, ale musisz mnie wymiziać jak nigdy!
On: To znaczy jak!?
Ona: Chcę mieć orgazm!
On: Że co?!
Ona: Orgazm Zenek – O-R-G-A-Z-M
On: No przecież masz zawsze!
Ona: Nie – ostatni raz miałam w noc poślubną!
On (patrzy zdziwiony i mówi niższym tonem): A przecież zawsze mówiłaś, że było świetnie
Ona: Zenek! – jak kobieta mówi, że było jej świetnie, to wcale nie znaczy, że miała orgazm!
On: Ja miałem!
Ona: Rany! Święto! Ty miałeś! A ja nie miałam.
On: Ciekawe…
Ona: Może dla Ciebie, dla mnie nie. Czy Ty w ogóle wiesz jak kobiecie dać orgazm?
On: No wiem (niepewnie) – to ja Ci nie daję orgazmu?
Ona: Cóżeś taki zdziwiony Zenek? Mam dość trzymania tego w sobie.
On: Orgazmu?
Ona (krzyczy): Nie orgazmu idioto – trzymania w sobie tego, że mnie nie zaspokajasz seksualnie.
On: To znaczy, że ja Ci się nie podobam?
Ona (czerwienieje): Czy Ty naprawdę durniejesz na starość? Masz 33 lata?
On: No mam
Ona: Ja Cię nie poznaję.
On: Ty mnie?
Ona: A kogo? Że ja z Tobą te 5 lat wytrzymałam, to cud
On: A to, że ja z Tobą wytrzymuję to nie cud?
Ona: Zenek, Ty wiesz jak zaspokoić kobietę?
On: Pewnie, że wiem! Jakbym mógł nie wiedzieć
Ona (sapie): Wiesz… a ja myślę, że nie wiesz.
On: No wiem (drapie się po głowie, patrzy pod kołdrę – najpierw między swoje nogi, potem patrzy na jej nogi)
Ona: Co się tam gapisz? Okularów szukasz?
On: (Sięga po okulary na nocną szafkę, zakłada je): Nie
Ona: W tych okularach wydawałeś mi się taki inteligentny
On: No i jestem! (z dumą)Mam 3 fakultety!
Ona: Żeby na jakimś dawali ocenę za znajomość seksu, to bym uwierzyła.
On: To znaczy, że masz wątpliwości, że ja Cię mogę zadowolić seksualnie?
Ona: Ja już wątpliwości nie mam!
On: To ja Ci pokaże!
Ona: Daj spokój Zenek, ja Cię już znam
On: Masz wątpliwości?
Ona: Nie – mam pewność, że nie znasz. Cały Twój seks, to wsadzić mi i się na łóżku potrząść. Na końcu się do mnie odwrócić. Ja bym Ci musiała szkolenie zrobić wreszcie. Ja głupia byłam, bo myślałam, że Ty wiesz jak się miziać, ale nie – Ty wszystko wiedziałeś – tak mówiłeś, a ja głupia czekałam, czy kiedyś mi pokażesz co umiesz. A tu? Bryndza Zenek.
On: Ja Ci pokażę!
Ona: Co Zenek mi pokażesz!
On: No jak się mizia!
Ona: No to powiedz jak.
On (siada wygodnie, obciska kołdrę wokół nóg, składa ręce): No zaczyna się mizianie od gry wstępnej.
Ona: No dobrze zaczynasz, ale czy Ty wiesz, że ta Twoja gra wstępna nie polega na grze w Chińczyka? Nawet rozbieranego?
On: Nie?
Ona (wznosi oczy do nieba): Boże!!!!!
On: To od modlitwy się zaczyna?
Ona: Nie Zenek, nie od modlitwy! Ale mizianie zaczyna się od pieszczot!
ON: Znaczy się od całowania i seksu?
Ona: Zabrakło mi słów, muszę się napić.
Ona wstaje (ubrana w nocną koszulę), wychodzi, słychać nalewanie wody do szklanki, głośne gulgotanie, potem wraca z pełną szklanką: Oj dzisiaj sobie pogadamy!
On: Rozumiem, że mamy się miziać, ale gadać? To ja wolę spać!
Ona: Nie – jak zaśniesz, to jutro Twoje walizki zobaczysz na schodach.
On: Czemu?
Ona: Zenek – jak masz mnie teraz głupio pytać, to lepiej milcz.
On: A ja głupio pytam?
Ona: Nie głupio – durnie! Co Ci się stało!?
On: Nic mi się nie stało, ale ja Ciebie nie poznaję.
Ona: To przywyknij. Bo ja mam dosyć!
On (na spokojnie, głos lekko poddańczo-spokojny): Zaczynam się o Ciebie martwić!
Ona: O siebie się martw – ja sobie sama daję doskonale radę.
On: W czym?
Ona: W mizianiu Zenek, w mizianiu!
On: No to może ja już sobie pójdę spać?
Ona: A jutro Twoje walizki….
On: Dobra, dobra! to co mam robić?
Ona: Pieść mnie Zenek!
On: Milczy
Ona: Pieść mnie po całym ciele, znajdź mój guziczek i go też pieść!
On: Jaki znowu guziczek!?
Ona: W Cosmo napisali, że 75% facetów nie wie gdzie jest łechtaczka, a Ty masz tyle fakultetów i nie wiesz o co chodzi!
On: Aaaaaaa guziczek! Już wiem.
Ona: Akurat! Zaraz sprawdzę
On: Tylko zgaś światło
Ona: Po ciemku znajdziesz?
On: No pewnie
Ona gasi światło…Słychać szum pościeli, skrzypienie łóżka
On: Uwaga! Zaczynam!
Ona: Zaczynaj Zenek, niech odpłynę!!!
Zapada cisza, słychać jak coś się w ciemnościach rusza
Po dłuższej chwili
Ona: Zenek, co Ty robisz
On: No miziam
Ona: Co dokładnie robisz? Bo czuję, że mnie liżesz po koszuli!
On: No pieszczę Cię!
Ona: Może być najpierw rozpiął mi koszulkę?
Słychać szamotanie się na łóżku, po chwili słychać, jak guziki od nocnej koszuli odbijają się od ścian i turlają się po podłodze
Ona: Zenek, jutro je normalnie wszystkie poprzyszywasz. Mam nadzieję, że nie lizałeś tych guzików.
On: Przepraszam
Zapada Cisza, słychać mlaskanie
Ona: Zenek, co Ty liżesz?
On: Jak to co! Twój sutek!
Ona: Zenek, to nie jest sutek
On: A co to jest?
Ona: To jest łokieć!
On: O to przepraszam, poczekaj.
Ona: Właśnie minąłeś.
On: Już mam.
Ona: Ciekawe…
On: Nie dekoncentruj mnie.
Ona: Sam się dekoncentrujesz!
On: No dobra, już mam – zaczynam
Cisza. Mlaskanie…
Po dłuższej chwili:
Ona: Czekasz aż mi krew z cycka pocieknie?
On: Nie – czekam aż powiesz że Ci dobrze!
Ona: Nie jest dobrze
On: A jak ma być!
Ona: Zenek, ja nie jestem krowa, pomiziałeś mi jednego sutka i to ma być gra wstępna?
On: Całowałem, pieściłem….
Ona: Nie – ssałeś i ssiesz nadal tylko jeden sutek. Może już lepiej zejdź niżej
On: Na podłogę?
Ona: Nie! Do guziczka!
On: Guziczki są na podłodze!
Słychać ciche przekleństwo w ciemnościach
Ona: Boże, Zenek mówię o łechtaczce!
On: Aha! Śpiący jestem to nie kumam dokładnie!
Ona: Ty nawet na trzeźwo nie kumasz
On: No dobra, już się nie piekl, ale doceń moje starania!
Ona: A Ty się starasz?
On: A nie?
Zapada cisza…. mlaskanie, cmokanie
Znowu słychać ciche przekleństwo w ciemnościach
Ona: Dobra Zenek, wiesz co robić?
On: Już wiem
Ona: To do roboty, bo i mi się zaczyna chcieć spać.
On: Dobra, zaraz odpłyniesz
Cisza. W ciemnościach słychać gramolenie się, cmokanie…
Ona: Ohhh
On: Trafiłem?
Ona: Ech
On: Ale czy trafiłem!
Ona: Blisko jesteś!
On: To dobrze?
Ona: Nie gadaj, ale działaj.
Cisza, mlaskanie, cisza…
On: Ale czy trafiłem?
Ona: Mam Ci zapalić światło i podać okulary?
On: Nie trzeba, tylko mnie naprowadzaj.
Ona: Nie jestem bombowiec!
On: Nie pomożesz mi?
Ona: A znalazłeś guziczek?
On: Chyba tak – a znalazłem?
Ona: Podać Ci okulary?
On: Nie
Ona: No to do dzieła!
Cisza…. mlaskanie,
Ona: To ja jednak zapalę światło i dam Ci okulary
On: Po co? Przecież liże Ci guziczek!
Ona: Liżesz prześcieradło!
On: Co Ty powiesz?
Ona: Zapalam światło!
On: Nie! Naprowadzaj mnie kobieto!
Ona: (z rezygnacją w głosie) Dobra – trochę wyżej…
Cisza… mlaskanie
On: Jeszcze wyżej?
Ona: Nie – niżej, lizałeś mi pempek
On: Acha, nie wiedziałem
Ona: Zapalę światło
On: Po co?
Zapala się światło, ona stoi w koszuli nocnej obok łóżka, trzyma kołdrę i patrzy, jak mąż ściska poduszkę i liże jej koniec
Ona: Zenek, zawiodłam się.
On: Na czym?
Ona: Nie na czym, tylko na Tobie
On: Przecież próbowałem!
Ona: Już nic nie powiem
On: No powiedz!
Ona: przemyśl to!
Wychodzi.
Zenek siada na łóżku, podnosi z podłogi drugą kołdrę co się zsunęła i poprawia poduszkę. Jest obrażony…
On (do siebie): Ona nie wie czego chce
Układa się do snu
On: (do siebie): Im nie można dogodzić!
Układa się, kokosi, by się ułożyć – sięga ręką do wyłącznika, gasi światło
On: Ale się przynajmniej wyśpię
Cisza….
Zza planu dochodzą odgłosy kobiecego orgazmu!
On: Możesz ściszyć ten telewizor?
Ona: To nie telewizor głąbie!
Zapada kurtyna
Ona: A próbowałeś inaczej?
On: Kochanie, próbowałem.
Ona: Tylko uważaj proszę Cię bardzo, bo wiesz, wstyd dzwonić po pomoc.
On: Ty wiesz Zdziśka, Ty masz czasami pomysły, że normalnie nic tylko głową gwoździe wbijać. Że ja się ciągle nabieram na te Twoje obciachy…
Ona: Już przestań marudzić, bo się sam zgodziłeś.
On: Cicho bądź teraz, ja będę próbował wyjąć…
Ona: Tylko wyjmuj proszę delikatnie, bo mnie poharata
On: Wiesz, gdybym chciał, to bym już dawno wyrwał na siłę!
Ona: Czy Cię Mietek pokręciło? Na siłę to sobie sam wyrwij, ale nie mi!
On: Cicho bądź, bo się skupić muszę. Wiesz, ja wszystko na czuja robię
Ona: Mietek, Ty naprawdę do wszystkiego masz dwie lewe ręce
On: Do wszystkiego? A jak Ci wibrator kiedyś nawalił, to kto Ci go zreperował?
Ona: Będziesz mi całe życie to wypominać!?
On: Nie będę, ale jak nie przystaniesz mi dowalać, to zacznę znowu
Ona: No dobra, wyciągaj, ale delikatnie, Ty wiesz jakie to dla mnie cenne wyjść z tego cało!
On: Nie! nie wiem….
Ona: Czy Ty się w końcu uspokoisz?
On: Co? Ja się mam uspokajać? Wywaliło korki w całej dzielnicy, bo się mojej starej nagle na eksperymenty zechciało!
Ona: Przestań drzeć mordę! Na całą chałupę Cię słychać, wiesz jak po pionach się niesie?
On: A niech się kuźwa niesie, niech cała klatka wie, że mam rąbniętą babę!
Ona: I Ty mnie kochasz?
On: No pewnie, że Cię kocham, bo inaczej bym Cię tak zostawił i zadzwonił po pogotowie
Ona: I Ty być to zrobił, a wiesz ile byś mi wstydu narobił?
On: Wiem i miałbym wreszcie spokój. Zdziśka, czemu Ty masz takie pomysły? Tobie już się tak po bożemu to już nie chce?
Ona: Wiesz, Ty Mietek jakiś ograniczony jesteś, wiesz? Ja to wszystko dla nas robię, żebyś nigdy ale to przenigdy się mną nie znudził!
On: Zdzicha, Ty nawet gdybyś nic nie robiła, to byś mi się nie znudziła. Ty nawet nic nie robiąc dostarczasz mi niezapomnianych przeżyć. Pamiętasz jak to było gdy wpadli do nas Franek i Frankowa? Pamiętasz?
Ona: Nie przypominaj mi, obciach był taki, że do dzisiaj się czerwienię…. No tak wyszło.
On: No widzisz? Tak wyszło – tak jak teraz wyszło! Co Ci do głowy wtedy przyszło? A oni tylko na mecz wpadli!
Ona: No ja Frankową dobrze znam.
On: Ale Franek do dzisiaj nasz blok omija wielkim łukiem, bo się nie raz w okna gapił i na latarni mordę sobie obił!
Ona: Mietek, ale to naprawdę było całkiem przypadkiem!
On: Całkiem przypadkiem żeś się goła władowała do pokoju i jeszcześ zapomniała, żeś goła była, brakowało tylko by doszło do seksu grupowego.
Ona: No taka zafrasowana byłam tym, co mi Ewka wtedy powiedziała, że musiałam zapomnieć.
On: Teraz też zapomniałaś!
Ona: No co Ty – pamiętałam, przecież goła nie jestem!
On: Ty już Zdziśka nic nie mów, normalnie mnie już pot oczy zalewa!
Ona: Misiaczku, postaraj się bo mi już dupa drętwieje.
On: I cierp, bo może w ten sposób ewolucja nadrabia u Ciebie brak odpowiedniego pofałdowania mózgu…
Ona: Ty mi ubliżasz, głupia nie jestem!
On: Ja Ci jeszcze nie ubliżam, teraz się nie ruszaj, spróbuję
W zupełnych ciemnościach rozlega się rumor straszliwy a przez niego przedziera się męski odgłos potężnego stękania
On: Yyyyyyyyyyyyyyyyyyyeeeeeeee no nie!
Ona: I jak poszło?
On: Kuźwa nie pytaj, bo brzydko zaklnę!
Ona: No pytam!
On: Jeszcze pytasz?
Ona: A co nie mogę?
On: Normalnie zaraz wstanę i wyjdę!
Ona: Mietek nie zostawiaj mnie w tych ciemnościach!
On: Rany, co mnie taką babą pokarało! A Matka mi mówiła – weź ty znajdź normalną spokojną dziewczynę!
Ona: No ja normalna i spokojna jestem! A co masz teraz pretensje? Na reklamacje za późno!
On: Nigdy nie jest za późno.
Ona: Mietek, jak Ciebie cały czas w domu nie ma to ja musze sobie czasami sama radzić!
On: To na Boga radź sobie tak, aby nie wywalało korków w całej dzielnicy i bym później jak idiota musiał Cię ratować!
Ona: No tak mogę liczyć na Ciebie!
On: Zawsze możesz liczyć, ale to ostatni raz kiedy Ci pomagam w Twoich pomysłach!
Ona: Mietek, ale pomóż mi teraz bo ja już nie mogę!
On: Dobra, jeszcze raz spróbuję, uważaj
W ciemnościach znowu rozlega się potworny rumor przeplatany stękaniem mężczyzny
On: Uuuyyyyyyyyyyyy o żeby to jasny gwint! (krzyk)
Ona: Boże, Mietek nic sobie nie zrobiłeś?
On: (syczy) cholera jasna normalnie o mało mi ręki nie urwało!
Ona: Ale nic sobie nie zrobiłeś?
On: Druga nie naruszona została więc będę miał Cię czym zdzielić!
Ona: Mietek, nie żartuj sobie proszę, bo to wcale nie jest wesołe!
On: Normalnie zaraz wysiądę!
Ona: Mieciu, nie poddawaj się proszę – ja już nie mogę!
On: A ja mogę!?
Ona: Mieciuniu kochany, postaraj się proszę – no jeszcze raz!
On: Ostatni raz próbuję a potem normalnie się poddaję – Ty będziesz świecić oczami!
Ona: No dobra, ale przyłóż się proszę!
On: Dobra, trzymaj się….
Znowu straszliwy harmider, coś spadło i się roztrzaskało o podłogę
On: Co to było?
Ona: Nie przejmuj się, to pewnie Twoja komórka
On: Cooooo? O w mordę!
Ona: Nie przejmuj się, nową sobie kupisz – ratuj mnie!
Następuje cisza słychać, jak w ciemnościach ktoś coś zbiera
On: Kużwa nowa komórka i normalnie poszła w drobiazgi
Ona: W tych ciemnościach nic nie widać – poczekaj, może da się coś uratować
On: Nówka, zupełna. Nawet tygodnia nie miała. Ech… widzisz Zdziśka jak Twoje pomysły rozwalają mi wszystko
Ona: Weź potem będziesz narzekał, teraz zrób to wreszcie
On: No dobra, uważaj
Znowu potężny harmider, nagle coś pękło i po chwili ciszy słychać równomierną pracę jakiegoś urządzenia elektrycznego
Ona: Mieciu, udało się?
On: Nie słyszysz?
Ona: No słyszę – to co mogę już się ruszyć?
On: Poczekaj, aż światło się włączy, pójdę sprawdzić korki
Ona: Ale latarki nie ma
On: Latarka jest, tylko żeś mi baterie wyciągnęła by do wibratora były. Normalnie już nie mogę, poczekaj.
Słychać skrzyp uchylanych drzwi, słychać powolne kroki, nagle słychać uderzenie:
On: No K…..a mać! Ożesz się walnąłem – czy ty wszystko musisz zostawiać otwarte?
Ona: Przepraszam!
On: Za późno – będę miał guza jak Everest
Ona: Chodź pocałuję
On: Odwal się i siedź tam spokojnie!
Znowu słychać stąpanie, potem zapada cisza i nagle zapala się światło. Łazienka…
Teraz widzimy co się dzieje. Kobieta siedzi w seksownej bieliźnie pomiędzy pralką, która ją dociska do wanny i ściany, noga jedna w wannie, druga pod wanną, wykrzywiona tak, iż nie może się poruszyć. Wokół totalny bałagan, urwana półka, kosmetyki i ręczniki na podłodze…
Normalnie Saigon
Otwierają się drzwi
On: Żebyś Ty widziała, jak ty wyglądasz. Co Ci do łba strzeliło?
Ona: Mietek, no przeczytałam w Cosmo jak wirująca pralka działa na kobietę, włączyłam ją a wcześniej posmarowałam kremem, by się skóra nie kleiła do lakieru no i jak zaczęła wirować, to ja się omsknęłam między pralkę a wanne i ścianę wpadłam. I jak leciałam, to się chyciłam co było pod ręką no i tak się stało
On: Zdzicha i wszystko przez te baterie do wibratora, a nie chciało Ci się zejść do kiosku?
Ona: No pieniędzy zapomniałam!
On: I sama wyleźć nie mogłaś?
Ona: No na tubkę upadłam to się ślizgałam i wyleźć nie mogłam, poza tym się zaklinowałam.
On: No dobra, ja odsunę pralkę a ty wyłaź, bo inaczej to Cię pokaleczę
Mężczyzna z trudem odsuwa pralkę, kobieta się wreszcie uwalnia. Podchodzi do niego i chce go pocałować.
On: Jeszcze Ci mało?
Ona: Mietek, Ty taki męski jesteś…. No chodź, ty mój wybawco!
On: Kobieto mordowałem się półgodziny, by Ci wstydu oszczędzić idę zjeść obiad bo głodny jestem
Ona: Idź w cholerę – ja Ci obiad przygotuję a Ty idź mi kup 4 baterie, bo z Ciebie żadnego pożytku nie ma.
Kurtyna opada
Dyskusja w Forum:
Autor: czarekania 31.08.07, 12:26
Witam wszystkich!Jestem zalamana…mam ogromny problem…jestem mezatka od
roku i jeszcze ani razu nie odbylismy z moim mezem stosunku…wiem,ze to moze
wydac sie smieszne,ale tak jest:(I ja i maz jestesmy niedoswiadczeni…mam
wrazenie,ze nie umiemy tego zrobic z powodow technicznych…jaka najlepiej
pozycje wybrac,zeby w koncu sie udalo?>Prosze o rade….
Autor: eu_gieniusz
ale przedmałżeńskie nauki w kościele – macie zaliczone?
Autor: czarekania
Pana gieniusza prosze,zeby wiecej juz sie nie odzywal,bo jest wredny!A Tobie
dziekuje za powazne potraktowanie sprawy i odpowiedz:)Ja naprawde nie
sciemniam,wiem,ze brzmi komicznie,ale to koszmar…mam wrazenie,ze jestem
nawilzona…na pewno jestem…tylko jakos nasze narzady jakby nie chcialy sie
zlaczyc…
Autor: MAN
Od razu mówię – nie wierzę w przedstawioną tutaj bajkę z podstawowego powodu. Problem Pani może rozwiązać pierwsza lepsza książka o życiu seksualnym – czemu dwoje podobno dorosłych ludzi
nie wie za przeproszeniem jak to się robi?!!!!
Moje pierwsze podejrzenie jest takie, że to napisało dziecko, albo jakiś ktoś, kto sobie robi jaja. Czemu?
Bo reakcje seksualne są po prostu instynktowne. Podniecenie jest efektem działających bodźców – wzrokowych, zapachowych, uczuć, pożądania etc.
Dlatego ja w to nie wierzę – dzieci! – tak dzieci wiedzą jak to się robi, a po roku małżeństwa ktoś wchodzi tutaj z takim problemem? Jest to wszystko bajką.
czarekania napisała:
> Witam wszystkich!Jestem zalamana…mam ogromny problem…jestem mezatka od
> roku i jeszcze ani razu nie odbylismy z moim mezem stosunku…
MAN :No i cały rok oraz okres przed ślubem czekałaś by odkryć ten
problem. Super. Naprawdę super kit!
To za rok odkryjesz, że istnieją podręczniki – bataki za darmo
drukuje Gazeta Wyborcza jako dodatek w środy.
I co? Twój mąż nie wie co to erekcja, Ty nie wiesz gdzie masz swoje
drogi rodne, on nie może trafić penisem do nich a Ty nie wiesz, jak
osiąga się podniecenie i co to jest pochwa, łechtaczka i jakie są
pozycje seksualne. Zwierzęta bezrozumne to wiedzą!
>wiem,ze to moze
> wydac sie smieszne,ale tak jest:(
MAN :Tak, jest to niestety śmieszne – szczególnie na tym forum.
I niewiarygodne – po prostu niewiarygodne.
>I ja i maz jestesmy niedoswiadczeni…mam
> wrazenie,ze nie umiemy tego zrobic z powodow technicznych…
MAN
isze się więc jakich. Brak łóżka? Wystarczy popatrzeć w sieci
wpisując w przeglądarkę Google – grafika hasło: sex position i masz
za friko obrazki. Nawet skrajny idiota, wie, że na prostych
obrazkach, pierwszym lepszym pornosie można zobaczyć co gdzie
wsadzać gdzie wyjąć co pieścić i w ogóle co z czym się łączy.
>jaka najlepiej
> pozycje wybrac,zeby w koncu sie udalo?>Prosze o rade….
MAN :Najlepsza pozycja dla początkujących – ona siedzi przy stole, on
obok niej i czytają poradniki na ten temat.
Dziecko a ile Ty masz lat? I czy żyliście na samotnej wyspie?
Autorka: Czarekania
Odp…
I wiesz co MAN…dziekuje Ci za wypowiedz…przynajmniej przekonalam
sie,ze w swiecie jest duzo niezyczliwych ludzi!
Nie napisze ile mam lat,bo znowu mnie wysmiejesz.Przeczytalam caly Twoj post
dokladnie i nie chodzi o to,ze nic nie wiem o seksie…zreszta nie ma sensu
dalej o tym rozmawiac!czesc p.s.i tak nie zrozumiesz,skoro jestes facetem:)
Autor: MAN
Odp: Jak to się robi….!
Ponieważ Pani CzarekAnia posądza nas o to, że nie mamy serca dla niej, postanowiłem naprawić swój błąd i podam taką krótką instrukcję jak to się robi.
Jak celnie podpowiedziała koleżanka, na początku Czarku i Aniu -
powinniście nabyć najlepiej szampana – to ten jasny bąbelkowy
napój o zawartości około 5%-15%o alkoholu. Nie wspomnę abyście
wcześniej skorzystali z łazienki i się umyli, ale i o tym należy
pamiętać.
Wypijcie po kieliszku dla dodania sobie odwagi, uśmiechnijcie się do
siebie. Życzliwie – oto będzie Wasz pierwszy raz, dawno oczekiwana
chwila, kiedy zakosztujecie słodkiego owocu miłości.
Dobrze mieć pod ręką takie oto pomoce: lubrikant durexa,
prezerwatywę (jeśli Pani Ania się nie zabezpiecza).
Teraz nim zaczniecie współżycie najpierw poznajcie swoje ciało.
Aniu, oto Czarek. Jak widzisz, nie ma on piersi, ma sutki, ale nie
ma piersi. Poniżej mam brzuch i poniżej brzucha, ten dyndający
wielkości małej parówki organ, to penis w stanie spoczynku.
Zbliż się do Czarka i dotknij go np. głaszcząc po policzku. Możesz w
tym czasie np. pocałować go delikatnie wsuwając w jego usta swój
język. Powinnaś podczas pocałunku poczuć, że jego penis robi się
coraz twardszy. Jeśli się nie robi – musisz poczekać. Dobrze by
było, by podczas pocałunków i Czarek od czas do czasu np. pogłaskał
Cię po plecach albo wsunął język do twoich ust.
A teraz Czarku popatrz na Ewę. Widzisz? Nie ma ona siusiaka – tak
jak Ty go masz. Za to ma dziurkę. Ma kilka dziurek Twoja Ania.
Jedną dziurką ona robi kupkę, druga dziurka służy do właśnie -
przyjemności.
A jaką dziurką Ania robi siusiu? – zapyta się zapewne Czarek. Taką
malutką, o której nie musisz sobie zupełnie zaprzątać głowy. Kiedy
odbędziesz pierwsze 10 stosunków, w końcu ją kiedyś sam odkryjesz.
Więc widzisz Anię – Ania ma piersi i sutki. Sutki są bardzo
wrażliwe, więc nie możesz ich trzeć pazurami, gryźć – bo to będzie
ją bolało. Za to możesz je delikatnie pieścić – np. całując wargami
i dotykając sutków końcem mokrego, poślinionego języka. Możesz też
je delikatnie brać w opuszki palców. Ale pamiętaj – delikatnie a nie
tak jak jakiegoś robala, co byś go chciał wytarmosić lub wyrwać z
dziury.
No już się całujecie, teraz dotykajcie się Czarku i Aniu.
Aniu, czy Czarkowi już siusiak się powiększył i zrobił się duży?
Nie – to możesz, chociaż za pierwszym razem może to być dla Ciebie
dziwne – polizać mu siusiaka. To naprawdę może Ci się spodobać, bo
to, że to się spodoba Czarkowi – możesz być pewna. Możesz sobie jego
siusiaka wsadzić do buzi i możesz go pozzsać. Ale pamiętaj, byś pod
żadnym pozorem nie ugryzła go w siusiaka i nie dotknęła siusiaka
zębami – jeśli to zrobisz, on może się bardzo zdenerwować i nie
będzie seksu.
Possij mu główkę siusiaka. Jak poczujesz, że już jest twardy poproś
go by się Czarek położył. Jak się juz położy weź wyjmij prezerwatywę
i nałóż ją na na jego siusiaka (instrukcja jak założyć jest na
opakowaniu). Potem możesz wziąść w usta siusiaka przyozdobionego w
prezerwatywę i wziąć go w usta (pamiętaj, nie gryż i nie dotykaj
zębami). Kiedy poczujesz, że Czarek jest już twardy jakby mi tam w
siusiaka wsadzili ołówek – kucnij nad tym siusiakiem, potem klęknij
i wsadź jego siusiaka przyozdobionego prezerwatywą to tej dziurki,
którą nie robisz kupki. Jeśli jest to Twój pierwszy raz – to nim to
zrobicie, pójdź do ginekologa i poproś go, by Ci pod znieczuleniem
otworzył “cudowny ogród rozkoszy”, albo “muszelkę” albo cipkę – w
zależności, jak ją nazywasz. Dzięki temu, tówj pierwszy raz nie
będzie przykry i nie spowoduje kolejnego roku abstynencji.
Kiedy już masz usunięta błonę dziewiczą, wsadź twardego siusiaka
swojego męża do dziurki, która nie kupkasz i po prostu nasuń się na
siusiaka. Jak już nasuniesz się, rytmicznie się delikatnie unoś się
i opuszczaj tak, by jego siusiak nie wysunął się z Twojej dziurki,
którą nie kupkasz. Rob to rytmicznie – raz szybko raz wolno – tak,
by Ci to sprawiało radość. Pewnie za pierwszym razem, Twój Czarek
szybko będzie miał orgazm. Poczujesz, jak on nagle, jęknie,
krzyknie, zrobi się czerwony a jego siusiak w Tobie sflaczeje.
Odczekaj wtedy kilkanaście minut i powtórz to wszystko od początku
co napisałem. Za którymś razem Twój mąż będzie twardszy dłużej i
wtedy Ty poczujesz, jakie to przyjemne mieć jego siusiaka w Twojej
dziurce, której nie kupkasz. Kiedyś odkryjesz przyjemność, jak jest
mieć jego siusiaka w dziurce, którą kupkasz, ale to już będziesz
miała wtedy, kiedy ukończysz tę lekcję i doprowadzisz się w ten
sposób do orgazmu.
Co to jest orgazm – to szczytowanie, czyli szczyt wszystkich
przyjemności. Jak poczujesz, że Ci jest strasznie przyjemnie, jak
poczujesz, że Ci wszystko drży, brzuszek faluje, w oczach widzisz
gwiazdy – i nagle wszystko będzie w Tobie przyjemnie fruwać i sama
się uniesiesz i będziesz przyjemnie się czuła – to znaczy, że miałaś
orgazm. Pewnie zechcesz to powtórzyć – więc powtarzajcie to do woli.
Resztę przeczytasz w książce Lwa-Starowicza pt. Mój pierwszy raz
Mam nadzieję, że teraz już nie będziesz obrażać się na nas.
Pozdrawiam
MAN
magda napisała:
“Chetnie i szczerze odpowiem na pytania wszystkich zainteresowanych układem żona, mąż i koleżanka.”
Ja: Jestem ciekaw, czy Ty jesteś żoną, kochanką czy mężem?
“Po 20 latach bycia wierna zona i z absolutnym przekonaniem o wiernosci męża , widząc jego ciągłą walkę z
pokusami postanowiłam w nagrodę zaprosić do naszej sypialni koleżankę.”
Ja: No po prostu super masz wielkie serce! - no lepszej nagrody nie mogłaś wymyślić?
Kiedyś w dobrych czasach, to mąż kupował żonie samochód, super kieckę albo pierdzionek a żona mężowi kupowała zegarek z dedykacją, albo zapraszała na weekend w Paryżewie. A dzisiaj w ramach pewnie oszczędności, w imię wspólnie przeżytej wiernie i szczęśliwie przeszłości, rozparcelowuje się przyszłość. Przyprowadza się Panienkę – koleżankę i się robi trójkącik.
Jest postęp? Czy cofamy się? Spuszczę więc wodze fantazji ze smyczy.
“Co bylo fajne , co śmieszne , a co totalną klapą opowiem jeżeli ktoś chce. “
Ja: No początek zapowiada się jak dobra reklama serialu satyrycznego…
A ja bez pytania pomyślę, co mogło się tam u Ciebie w alkowie wydarzyć. Tak bez pytania….
1. Tą przyprowadzoną koleżanką, była kochanka męża
2. Tą przyprowadzoną koleżanką była pierwsza żona męża
3. Koleżanka okazała się transeksualistą
4. Mąż zamiast się seksić, wpadł na pomysł zagrania w pokera. Wygrał całą garderobę i portfel koleżanki. Bzykania nie było.
5. Po bzykaniu mąż zostawił Cię w łóżku i rozpoczął nowe życie z koleżanką.
6. Jemu nie stanęło, bo tak się przejął, za to Ty z koleżanką miałyście odlotowy seks. Po 28 orgazmie on zaczął czytać Gazete W. o aferze podsłuchowej a po 30 oglądał mecz w TV.
7. Bzykał Ciebie zaś koleżanka z zazdrości i podniecenia, chwyciła go nagle od tyłu za włosy i tak silnie pociągnęła, że mężowi skręciła kark. Potem przyjechali policjanci i tu możemy mieć dwie wersje – bzykałyście się z policjantami nad zwłokami męża albo teraz Ty napisałaś ten post z świetlicy więziennej. Jutro masz pogrzeb? Podzieliłaś się z koleżanką ubezpieczeniem?
8. Mieliście odlotowy seks i wczoraj w trójkę przeszliście na islam i teraz Twój mąż ma dwie żony a Ty masz jednego męża i zastanawiasz się, czy jest jakaś religia, w której to żony mogą mieć dwóch mężów (nie nie ma)
9. Okazało się, że mąż jest koleżanką koleżanki – tzn. Twój mąż tylko udawał, że jest facetem i po 20 latach się kapnęłaś.
10. Mąż po wprowadzeniu koleżanki, przeżył tak ciężki szok na jej widok, że wyskoczył przez okno. Jesteś teraz z tą koleżanką.
11. Mąż zostawił Was razem a potem oglądał pornola sado-maso z facetami na komputerze.
12. Mąż się ululał wódeczką nim cokolwiek się zaczęło. Potem wszyscy obudzili się nad ranem a on z mordą do Ciebie naskoczył: Stara, kurna facet całe życie marzył o takim numerze a mnie głowa nawala i nic z tej nocy nie pamiętam. Zaproś ją znowu tylko wódki nie podawaj!
13. Piliście wcześniej nim przyszła koleżanka i już mocno napruci rzuciliście na na listonosza myśląc, że to on jest tą koleżanką.
14. Bzykał się z koleżanką cały czas olewając Cię totalnie – Ty przez ten czas zrobiłaś pranie, obiad na jutro, a na końcu obejrzałaś “Łabędziem być” na Polsacie.
15. Ona okazała się córką męża z drugiego związku – z kochanką o której nic nie widziałaś.
16. Nim przyszedł mąż (nie wiedząc o niespodziance w postaci koleżanki i sex party) zaczęłyście się migdalić, i jak mąż wszedł pomyślał, że ją zdradzasz z inną i się powiesił na żyrandolu w przedpokoju.
17. Jak wyżej, tylko z krzykiem “O żesz Ty gnoju jeden” nie rozpoznawszy w szale, że koleżanka to koleżanka a nie kolega, zastrzelił ją, albo wyrzucił nagą za okno. Gdy zobaczył, że to jakaś kobieta leci w dół na parter – oszalał i
wyskoczył za nią.
18. Wyście się bzykały a on mamrotał do siebie: “Oj Zenek, a co Cię czeka jak będziesz miał 40 rocznicę ślubu?”
19. Koleżanka przyprowadziła 4 łysych w glanach i zamiast seksu był klasyczny rabunek – na końcu 3 łysych zgwałciło męża a jeden łysy zgwałcił Ciebie. Koleżanka stała na czatach.
20. Koleżanka nie przyszła więc mąż zadzwonił po sąsiadkę. Ty byłaś w szoku, bo od niej czasami pożyczałaś sól i nie wiedziałaś, że nie należy do Rodziny Radia Maryja, ale do kręgi Kochanek męża.
I mógłbym tak wymyślać przeróżne rzeczy jakie mogły się wydarzyć, ale uwierz
proszę – że wśród wielu opowieści z jakimi tutaj ludzie przychodzą, Twoja
opowieść wcale nie była by ani zaskakująca ani jakaś odkrywcza. Życie jest
bowiem bardziej kolorowe niż najlepszy kabaret.
Dobranoc Państwu
Depesza: PILNE!
Do: Prezydenta Republiki Pernambuko
Od: Ambasador Rep. Pernambuko w RP
Dotyczy: Prośba o podesłanie Szamana Ku-wa-hole-ra – specjalisty od odczytywania znaków niebieskich i ziemskich w celu zrozumienia sytuacji w Rzeczpospolitej Polskiej.
(tłumaczenie z przechwyconej przez MIS GB przesyłki rozszyfrowanej w godzinach nocnych)
Cześć mój Przyjacielu
Jak prosiłeś podsyłam Ci to, co skumałem z tego, co się w tym kraju, co mnie wysłałeś się dzieje. Powiem szczerze Prezydencie Ty mój ukochany, że nie wiedziałem, że mogę zatęsknić za pięknem naszych sawann, zielenią naszych dżungli, rykiem lwów, chichotem małp i bzykaniem naszych much tse-tse. Bo to. co się tu wyprawia, jest jak najgorsze bredzenie wariata, albo najmasakryczniejszy sen szalonego byłego naszego Dyktatora Ku-wa-coza-pieard, obalonego przez Ciebie przyjacielu w sposób błyskotliwy. Nie wiem czy zrozumiesz to co napiszę – dlatego, że ja sam zaczynam mieć problemy z kumaniem tego, co się tu dzieje. Więc na samym początku proszę Cię byś mi podesłał na 2 miechy naszego funfla Wielkiego Szamana Ku-wa-hole-ra, który pomoże mi to, co w tym kraju dalekim się dzieje – zrozumieć. Z góry dziękuję.
A teraz zreferuję Ci w prostych słowach co się w kraju, gdzie znajduje się Twoja Ambasada dzieje. Od razu zaznaczam – sam niewiele rozumiem – może Ty, mądrzejszy i starszy zrozumiesz. No i masz Szamana na miejscu, to on Ci zapewne wszystko wytłumaczy. Więc się streszczam.
Tutejszy Prezydent powołał rok temu dwóch swoich zaufanych totumfackich na stanowiska w Big Firma Ubezpieczeniowa Państwowa i w ministerstwie SWiA (a prasa i opozycja krzyczy cały czas, że oni się na te stanowiska nie nadawali i nie nadają, a ich sitwa krzyczy, że się najlepiej nad wszystkich nadają!). Premier zaś mianuje swojego Funfla na stanowisku Prokuratora. Też go przestrzegają, że on jakiś dziwny jest! Szef MSW ściąga swoich funfli do Policji. Prokurator obsadza swoimi ludźmi Służby specjalne – od CBA, ABW po cholera wie co jeszcze (namnożyło się ich strasznie dużo ostatnio i się pogubiłem – bo mnie wsio rybka, kto nas tutaj śledzi - wszyscy śledzą wszystkich).
W tym wszystkim jest WIELKI BOSS – Gruba Ryba, który jest Najlepsiejszym Przyjacielem Prezydenta. I Najlepszy i ukochany Funfel premiera, wkrótce zamknie (wcześniej podsłuchując i inwigilując wszystko i wszystkich) najlepszych funfli Prezydenta i w każdym normalnym kraju takim jak nasze Pernambuko, za to, można ogłosić Zamach stanu, Stan wojenny a nawet wywołać wojnę domową.
Wszędzie ale nie tu w Polsce, więc kabaret trwa dalej.
Premier w porozumieniu z Funflem Prokuratorem wywala wszystkich funfli Prezydenta ze stanowisk. I święci tryumfy ogłaszając: „Wykryliśmy TKM+UTW (Nasz słynny Układ Trzymający Władzę) i go rozpirzyliśmy – powsadzamy ich do pierdla! A co!! Niech Naród się cieszy i na nas głosuje!
Najpierw były szef MSW śpiewa wszystko o sitwie Premiera przed Wybrańcami Narodu – czyli opozycją zaś zwolennicy Premiera się śmieją i pokładają ze śmiechu mówiąc, że to co ten Były nawija, to czyste mamrotanie i majaczenia jak po naszym naćpaniu się korą liany. Ale potem funfle Premiera zamykają wszystkich funfli Prezydenta do paki i po zrobieniu SHOW na 2 godziny w Prime Time w TV na wszystkich kanałach za friko, wypuszczają gości jakby nigdy nic albo za przeproszeniem ze strachu, że sąd ich wypuści i jeszcze walnie orzeczenie, że ta cała Prokuratura to banda idiotów, bo za mataczenie w śledztwie, to nie skazano do dzisiaj w Polsce ani jednego człowieka, a jedyne kary jakie orzekano, to do jednego miesiąca w zawiasach.
GRUBA ryba BIG BOSS mówi, że jak z pokładu swojego jachtu zobaczył tych idiotów od Premiera w akcji, to napisał, że ma to wszystko w dupie, popływa sobie 2 tygodnie i potem postanowi co robić dalej, bo już dwa razy składał wyjaśnienia i nie można go ścigać, bo się nie uchyla od składania zeznań ale ile razy bandzie partaczy można wyjaśniać to samo?
Mało tego – to co ujawniają Funfle Prokuratora w swoim Show! jasno pokazuje, że były szef MSW, sam był tylko kurierem na posyłki i jedyne co funfle głównego Prokuratora zauważyli, że ten złapany były szef MSWIA nawet na mękach krył fakt, że po godzinnym spotkaniu z Prezydentem, pojechał do jego Funfla na 20 min pogaduch. A on sam, ten Były z MSW, wcześniej sam został Funflem Big Bossa. dzięki zafunflowaniu się Prezydenta z Grubą Rybą ! I jak pokazała Prokuratura czyli Funfle Premiera, wszystko wskazuje, że były szef MSWiA chroni Prezydenta przed wielką wpadką kłamiąc, że nie zna Grubego i nigdy go nie widział na oczy prywatnie!
Ja to widzę – widzi to paru mądrych ludzi ale naród, policja, służby, nie widzą. I żeby to wszystko co się dzieje pomiędzy funflami było śmieszniejsze, okazuje się, że: Ten Układ z którym walczy pan Premier ze swoim Funflem OberProkuratorem – to diaboliczny układ niszczący Ojczyznę, , który jest chroniony m.in. przez opozycję, Kumotrów, pomiot po III RP, największy wróg biednych Polaków, bluszcz co spowija Naród i Ojczyznę i Ojca Moherów Rydzyka – to Układ, jaki stworzył nie kto inny……. ale właśnie Pan Prezydent pospołu z Panem Premierem!
Nie Komuna, nie Opozycja, nie zagramaniczne służby, wrogie ośrodki zachodnie lub moskiewska dyktatura, nie zbuntowana armia i oligarchowie stworzyli ten cały Megalityczny Układ!- ale Prezydent tego samego kraju, w którym rządzi ten sam Premier tego samego kraju i każdy ma funfli i po jednej i po drugiej stronie!
I żeby to jeszcze było śmieszniejsze tak do bólu! – to na końcu tego cyrku okazuje się, że
Pan Prezydent i Pan Premier mają tę samą matkę, która ich kocha bardzo. Mają te same nazwisko. I jeszcze kuźwa tak samo wyglądają!
Są po prostu rodzonymi braćmi bliźniakami jednojajecznymi!
I teraz mi powiedz czy Ty coś w tym wszystkim rozumiesz? A mówiłeś mi Prezydencie ukochany – Jedź do Polski i zrozumiesz, że istnieją bardziej normalne kraje niż nasze szalone Pernambuko! A ja teraz śmiem twierdzić, że to nasze Pernambuko jest bardziej normalne
))
Ucałowania dla Żony i dzieci
Twój Ambasador – Uku-le-le-se-woko
END—-STOP
Z pamiętnika terrorysty…
Dzień 1.
Od miesiąca przygotowywaliśmy się do ataku na Polskę. Teraz jestem razem z wieloma innymi, którzy są gotowi oddać życie za wiarę na miejscu. Na lotnisku co prawda zgubiła się część bagaży, ale dużo zostało. Pobili nas łysi panowie w spodniach z paskami. Wynajęliśmy pokój w hotelu.
Dzień 2.
Razem z Al-Muzharedinem i Olazeherem podłożyliśmy bombę w samochodzie i poszliśmy oglądać wiadomości. Ponieważ nic nie mówili o samochodzie-pułapce, poszliśmy sprawdzić, co się stało. Z samochodu znikły – radio, wycieraczki, pokrowce na fotele, lusterka, blokada kierownicy oraz bomba. Staliśmy wryci przy samochodzie; w tym czasie pobili nas łysi panowie w spodniach z paskami.
Dzień 3.
Dzisiaj odpoczywamy po porażce. Mają nam przysłać dodatkowy sprzęt z naszego kraju. Wieczorem posłaliśmy pięciu naszych z najtwardszymi łbami do baru, mieli zapić Polaków na śmierć. Wszyscy polegli w boju, pomodliliśmy się za nich. Pobili nas łysi panowie.
Dzień 4.
Ponieważ ukradli nam telewizor z hotelu, słuchamy radia. Polski przywódca duchowy jest niesamowity! Nie lubi Żydów i masonów, którzy chcą zniszczyć polski naród. Czyżby ktoś nas ubiegł? Mamy nadzieję, że nie dowie się o nas, póki będziemy w tym kraju. Nie pobili nas łysi panowie, bo siedzimy w domu.
Dzień 5.
Trwają przygotowania do zburzenia Pałacu Kultury. Miał przyjść dzisiaj sprzęt, ale wszystko zgubiło się na poczcie, doszła tylko paczka z instrukcjami, jak używać broni, która nie doszła. Oglądaliśmy “M jak miłość”, Alezhebar się popłakał.
Dzień 6.
Wysłaliśmy kopertę z wąglikiem do polskiego prezydenta. Nie doszła. W drodze na pocztę pobili nas łysi panowie.
Dzień 7.
To dzisiaj punkt kulminacyjny, burzymy Pałac Kultury. Z braku ładunków wybuchowych, kupiliśmy dobre polskie łopaty w supermarkecie i podkopujemy fundamenty. Łopaty połamały się. Szliśmy z kijami i pobili nas łysi panowie.
Dzień 8.
Dzisiaj Al-Quaherezejuan podjął się samobójczej misji! Wbiegnie z bombą do supermarketu i zdetonuje ją. Wrócił po sześciu godzinach. Najpierw ukradli mu bombę, potem pobili go łysi panowie.
Dzień 9.
Wracamy do kraju. Polska sama świetnie sobie radzi bez naszych zamachów.
Spiker: Dzień dobry Państwu przed telewizorami oraz witam zgromadzoną w naszym studiu publiczność (w tle wycie, gwizdy, tumult typowy dla grupy rozszalałej młodzieży)
Do naszej redakcji wpłynął list, który będzie dzisiaj kanwą naszego programu. Proszę o taśmę
(obraz się zmienia, widać dziewczę w wieku około 23 lat, ładna sympatyczna, mówi z wyraźną egzaltacją i lękiem w oczach)
„Dzień dobry, mam na imię Agata. Poznałam niedawno chłopaka – jest przystojny, inteligentny, zabawny., same superlatywy…; Z tym ze znam go dopiero niespełna miesiąc a on już mi się oświadczył!!!! Ja się waham, wiec on chce żebyśmy koniecznie zamieszkali razem ( na próbę)…I już szuka mieszkania… co o tym myśleć?
(obraz przechodzi do studia – ujęcie spikera)
Spiker: Proszę Państwa, chciałbym przedstawić najpierw naszych dzisiejszych rozmówców.
Oto Pan profesor Eustachy Pieprzykowski (tu najazd kamery na Pana około 45 lat, w okularkach – typowy profesor) seksuolog z katedry Psychopatologii Uniwersytetu im. Kardynała Sapiehy, pani psycholog Zenobia Gruchała – Jenczy, terapeuta szkolny oraz ksiądz Korfanty Niechciał.
Nim zaczniemy dyskusję, chciałbym najpierw, aby wypowiedzieli się na temat poruszony przez naszą Rozmówczynię nasi zaproszenie goście. Proszę księdza, zawsze kościół katolicki przestrzegał przed tzw. Związkami na próbę, czemu?
Ksiądz Korfanty Niechciał: Kościół przestrzega przed tego typu związkami, które in spe są niczym innym jak w rzeczywistości ontologicznie immanentnej, już są związkami o charakterze niesakramentalnym. Chciałbym tutaj przypomnieć, iż w ujęciu św. Bonawentury z Kadyksu….
Głos z sali męski: Ty ksiądz, mów po ludzku!
Spiker: Bardzo proszę o spokój, publiczność zapytamy później.
Głos z sali kobiecy: Ale ja nic nie rozumiem
Spiker: Proszę księdza, a tak po ludzku, no językiem zrozumiałym dla naszych gości w studiu i dla telewidzów.
Ksiądz Korfanty Niechciał: (milczy, jakby tłumaczył swój tekst na polski) … No jak powiedziałem, w rzeczywistości ontologicznie immanentnej to nic innego jak normalny, grzeszny związek pomiędzy kobietą i mężczyzną, no taki na kocią łapę. Panie redaktorze – no jak mam prościej mówić. No w nieszczęście się wpycha te dziewczę młode!
Pani psycholog: Proszę księdza, proszę państwa – tu mamy realny problem a nie spowiedź. Problem młodej kobiety, która musi podjąć decyzję.
Ksiądz Korfanty Niechciał: Niech pani mi nie przerywa, bo ja nie skończyłem
Spiker pokazuje gestem, by mówił ksiądz.
Ksiądz Korfanty Niechciał: Ponieważ związki niesakramentalne są grzeszne, czy znajomość dwojga ludzi trwa miesiąc czy 10 lat. A de iure związki grzeszne nie są miłe Bogu, więc takie pożycie oparte na grzechu sprawia, że nic z tego co te dziewczę planuje nie będzie dobre. A jak nie będzie dobre, to moja odpowiedź dla tej młodej niewiasty może być jedna: Bój się Boga dziewczyno – Twoje sumienie dobrze Ci podpowiada, nie mieszkaj z nim razem, bo będziesz potępiona na wieki.
Pani psycholog: No i mamy klasyczny przykład budowania w człowieku poczucia winy. Jeśli Agata nas teraz ogląda…
Spiker: Ogląda
Pani psycholog: Jeśli nas Agatko oglądasz, to nie zastanawiaj się czy masz zamieszkać już teraz ze swoim chłopakiem, ale zastanów się czy Ty w ogóle chcesz z nim mieszkać!
Ksiądz Korfanty Niechciał: Boże, co Pani wygaduje – czy Pani nie rozumie, że Pani deprawuje młodzież?
Głos męski z sali: Nie można nas już bardziej zdeprawować
Ksiądz Korfanty Niechciał: Słyszałem właśnie i proszę zobaczyć. Młodzież mamy dzisiaj zdeprawowaną, zdemoralizowaną, bez zasad. A zdrowe zasady, które miały chronić młodzież przed złem tego świata…
(dotąd milczący) Pan profesor: Przepraszam, że przerywam Waszej wielebności, ale zapytam się może z głupia frant. O czym ksiądz gada? A może Agata wcale nie jest katoliczką? Jej problem jest zupełnie inny – jej się ktoś podoba, ten jej młody partner chce z nią zamieszkać po miesiącu znajomości, oświadczył się jej, czyli jednym słowem, chce się z nią pobrać, ale ta młoda jest przerażona. Po pierwsze, że znają się dopiero 30 dni czyli miesiąc i to, że po miesiącu on się jej oświadczył
Pani psycholog: No właśnie, i tu wchodzimy w moją sferę, czy ludzie są dojrzali na tyle, że po miesiącu są w stanie stwierdzić, że są w stanie zawiązać dojrzały, emocjonalnie i psychicznie związek – formalny czy nie to sprawa drugo a nawet trzeciorzędna. Ja sądzę…
Ksiądz Korfanty Niechciał: Nie sądźcie abyście nie byli sądzeni
Głos z sali: Dajcie mu kawy, bo przysypia i nie kuma o co chodzi
Spiker: Bardzo proszę, aby publiczność poczekała na swoją kolej
Ksiądz Korfanty Niechciał: Nie dokończyłem. Tak więc nie o to chodzi by sądzić, ale by powiedzieć jasno – życie bez ślubu jest grzechem
Głos z sali (męski): Ja kota w worku nie kupuję
Ksiądz Korfanty Niechciał: Ale trzeba mieć wiarę i zaufanie, że jeśli Bóg chce aby dwoje ludzi było z sobą, to sprawi, że wszystko będzie pasowało.
Głos z sali (ten sam): To, że będzie pasowało to nie wątpię, problem w tym co będzie jak nie będzie pasowało
Ksiądz Korfanty Niechciał: Muszę powiedzieć, że życie ludzkie jest krzyżem, który musimy dźwigać
Głos kobiecy: Sam se dźwigaj, jak Ty baby nie masz
Głos męski: A kto go tam wie!
Spiker: Bardzo proszę o szacunek dla naszych rozmówców
Inny głos z sali: No właśnie, a co ten księżulo może wiedzieć o dopasowaniu
Ksiądz Korfanty Niechciał: Proszę mi wierzyć, że wiem i wielu ludzi w konfesjonale wyznaje swoje grzechy i wiem wszystko.
Głos z sali kobiecy: Słuchać jak ktoś robi loda to co innego jak samemu robić loda
Ksiądz Korfanty Niechciał: A co ma robienie lodów powiedzmy waniliowych do tematu naszej dyskusji?! (oburzony fufa pod nosem)
Spiker: Chyba chodziło tej Pani o coś innego
Ksiądz Korfanty Niechciał: O co?
Spiker: Jakby to powiedzieć, o pewną czynność o charakterze seksualnym
Gość z sali: No chodzi o to, żeby ona ssała mu penisa
Ksiądz Korfanty Niechciał: Apage satanas! To straszne!
Pani psycholog: Co jest straszne?
Ksiądz Korfanty Niechciał: No to o czym tu rozmawiamy – nie umawialiśmy się przed programem, że będziemy o takich bezeceństwach rozmawiać
Głos z sali kobiecy: Nie bój się księżulu, tobie nikt nie zrobi loda
Inny głos zza kadru (zniewieściałym tonem): A kto go tam wi
Spiker: Bardzo proszę jeszcze raz o spokój – bardzo przepraszam Wielebnego Gościa za te komentarze.
Pan profesor: Wiecie, zastanawiam się po kiego tu siedzę.
Spiker: Do Pana też dojdziemy
Pan profesor: Ja zaraz wyjdę…
Głos z sali: Lepiej niech nie dochodzi, bo się mu okularki zamglą
Sala się śmieje
Spiker: Widzę, że publiczność nie może się doczekać. Kto więc z Państwa zabierze pierwszy głos: Co należy powiedzieć Pani Agacie?
Do mikrofonu dorywa się korpulentna Pani w wieku około 30-tki: Agatko, jestem z Tobą. Masz wspaniałego faceta, nie zastanawiaj się, latka lecą i trzeba brać z życia ile wlezie. Dziękuję
Głos zza kadru: Tak jest – niech się dziewczyna bzyka!
Spiker: Bardzo proszę o spokój
Ten sam głos: Ile wlezie a jak coś nie wypali, to sobie oszczędzą na rozwodzie
Ksiądz Korfanty Niechciał: No to jest właśnie taki wstrętny grzeszny promiskuityzm
Ten sam głos: Że co?
Ksiądz Korfanty Niechciał: Promiskuityzm – takie właśnie nastawienie na szybko i łatwo
Pan profesor: Moment, moment proszę księdza. Promiskuityzm lub promiskuizm – to pochodzące z angielskiego “promiscue” – słowo oznaczające przypadkowe kontakty seksualne z często zmienianymi partnerami, pozbawione miłości. A tu moda Agatka mówiła o czymś zupełnie innym
Pani psycholog: Zgadzam się z Panem
Pan profesor: W czym?
Pani psycholog: No apropos tego terminu. Ksiądz go użył zupełnie bez sensu. Tu widzimy szybko rodzącą się więź i przerażenie oraz lęki młodej kobiety związane z tym, że ta więź się tworzy dla niej zbyt szybko
Pan profesor: No i co?
Pani psycholog: No trzeba jej dać odpowiedź, nie rozumie Pan?
Pan profesor: Jaką?
Pani psycholog: No właściwą?
Pan profesor: No niech Pani ją spróbuje sformułować
Pani psycholog: No teraz nie mogę
Pan profesor: To co się Pani odzywa?
Pani psycholog: Jak Pan śmie!
Spiker: Proszę Państwa, może spróbujmy odpowiedzieć Agacie?
Głos z sali: Dziewczyno a idź zamieszkaj i rób co chcesz jak nie wyjdzie, to wykopiesz gościa.
Inny głos z sali: I bzykaj się
Ksiądz Korfanty Niechciał: Przeraża mnie to co oni mówią
Głos z sali: Nie bój się dziadku, Ciebie nikt nie chce
(Sala się śmieje)
Ksiądz Korfanty Niechciał: Wypraszam sobie…
(nagle na głowie księdza ląduje czyjaś skarpetka, on ją zdejmuje i rzuca z obrzydzeniem na twarzy)
Spiker: Bardzo proszę o spokój.
Pan Profesor: Zdrowe relacje tworzą się na różny sposób, więc jeśli Agata chce, niech zamieszka a jak nie chce, to niech jeszcze potrzyma pana na dystans
Pani psycholog: No właśnie
Pan Profesor do spikera: Czy jej też zapłacicie za niekonstruktywne przytakiwanie moim wypowiedziom?
Spiker: Porozmawiamy o tym po programie
Pan Profesor: Ja teraz chcę wiedzieć.
Spiker: Po programie!
Pani psycholog: Ok. to ja spróbuje jej odpowiedzieć. Agatko, po prostu przemyśl swoją decyzję i jak już będziesz wiedziała, tak wewnętrznie będziesz pogodzona to podejmij właściwą decyzję. Nie spiesz się, bo to poważna decyzja. Czasami rzutuje na całe życie, więc musi być wewnętrznie spójna i dojrzała. Jeśli nie wiesz jak zdecydować, nie podejmuj żadnej decyzji.
Pan profesor: No i wydusiła Salomonową radę…
Pani psycholog: A Pan ma lepszą?
Pan profesor: Nie, nie mam. Poza jedną – niech Pani przypomni sobie pytanie Agaty.
Pani psycholog: Panie Eustachy, pamiętam pytanie Agaty!
Pan profesor: Oj chyba nie – to ja pamiętam. Brzmiało: Co mam na ten temat myśleć.
Pani psycholog: No ja jej odpowiedziałam
Pan profesor: Nie na temat jak zwykle i pewnie pani zapłacą więcej niż mnie.
Pani psycholog: Jak Pan śmie mi takie rzeczy imputować?
Głos z sali: Walnij go!
Pan profesor: Ona nie pyta się co ma robić kobieto, ale co ma myśleć i ja jako seksuolog mogę powiedzieć wprost: Zacznij myśleć Agato!
Ksiądz Korfanty Niechciał: A co tu myśleć, tu trzeba wołać o pomstę do nieba! Sodoma i gomora
Na głowę księdza spadają damskie stringi
Spiker: Proszę Państwa, coś dzisiaj nie możemy dojść do porozumienia
Ksiądz Korfanty Niechciał: (Bierze stringi w dwa palce) Co to jest?
Głos z sali: Stringi
Ksiądz Korfanty Niechciał: Że co?
Głos męski z sali: No to co się na dupę zakłada!
Ksiądz Korfanty Niechciał: Pierwszy raz słyszę
Inny głos: No i ten ma doradzać?
Ksiądz Korfanty Niechciał: Proszę to zabrać
Pan profesor: Niech ksiądz da (bierze od księdza stringi i chowa do kieszeni)
Pani psycholog: Po co one Panu?
Pan profesor: Będę nosił,… a co Panią to obchodzi?
Pani psycholog: To symptomatyczne.
Pan profesor: No i jaka diagnoza?
Pani psycholog: Podejrzewam u pana o skłonności do fetyszyzmu
Pan profesor: A Pani chyba jest nie bzykana od dawna
Ksiądz Korfanty Niechciał (spoglądając na Panią psycholog) Oooooo
Pani psycholog: O co księdzu chodzi?
Ksiądz milczy
Pan profesor: Sam jestem zaskoczony, pani mi wygląda na klasyczny przykład zespołu napięcia przedmiesiączkowego
Ksiądz Korfanty Niechciał: A co to jest?
Pani psycholog: Niech Pan się nie zabiera za diagnozowanie mnie. Wczoraj miałam satysfakcjonujące zbliżenie seksualne?
Ksiądz Korfanty Niechciał: Z kim?
Pani psycholog: A co to księdza obchodzi?
Ksiądz Korfanty Niechciał: Czy to był grzeszny stosunek czy sakramentalny?
Głos z sali: Ze mną się bzykała
Pani psycholog się ogląda: Kto to powiedział?
Pan profesor: Widać, że Pani nie pamięta z kim to robiła.
Spiker: Coś widzę, że Pani Agata nie doczeka się odpowiedzi
Pani psycholog: Doskonale pamiętam, z moim przyjacielem
Ksiądz Korfanty Niechciał: Czyli to było grzeszne współżycie!
Pani psycholog: Jakie grzeszne, bardzo grzeczne. Znamy się już kilka lat!
Ksiądz Korfanty Niechciał: Żyjesz kobieto w grzechu!
Pani psycholog: Co ksiądz wygaduje? Wypraszam sobie, to nie spowiedź. Niczego nie żałuję.
Ksiądz Korfanty Niechciał: Ciężki grzech śmiertelny. Kobieto żałuj, bo Cię czeka wieczne potępienie
Głos z sali: Ty ksiądz a Ty się bzykałeś?
Ksiądz Korfanty Niechciał: Żyję w celibacie!
Głos z sali: to widać!
(sala rży)
Spiker: Proszę Państwa o spokój. Pewnie Agata i telewidzowie są zniecierpliwieni
Do mikrofonu podrywa się ta sama kurpulentna 30-latka: Agato, nie odrzucaj daru od losu. Co będzie to będzie!
Ksiądz Korfanty Niechciał: Będzie wieczne potępienie
Głos z sali: Będzie super bzykanko
Pan profesor: Na pewno będzie, czy super, to się Pani Agata sama przekona. Ale z tym ślubem bym poczekał.
Ksiądz Korfanty Niechciał: Co Pan mówi! Chce pan by żyli w grzechu?
Pan profesor: Proszę księdza, a ksiądz to w grzechu nie żyje?
Ksiądz Korfanty Niechciał: Nie!!!!
Pan profesor: Normalnie święty człowiek, tylko, że ja za stary jestem na takie wyznania. Ksiądz nie uprawia masturbacji?
Ksiądz Korfanty Niechciał (czerwieniąc się): Nie, skądże – ja swoją płciowość zostawiłem przed wstąpieniem do seminarium!
Pan profesor: Niech jej ksiądz poszuka!
Spiker: Proszę Państwa, mam nadzieję, że nasi telewidzowie sami sobie odpowiedzą na pytanie Agaty i na podstawie naszej dyskusji wyrobią swoje własne zdanie. Agato, mam nadzieję, że będziesz w stanie wyrobić sobie na podstawie głosów w studiu opinię i już znasz odpowiedź na swoje pytanie…
Ksiądz Korfanty Niechciał: Nie masturbuję się, samogwałt to grzech!
Pan profesor: Rany Julek – ksiądz to z jakiejś choinki się urwał
Głos męski z sali: Ja tak grzeszę parę razy dziennie!
Pan profesor: Ksiądz nie wie co traci!
Ksiądz Korfanty Niechciał: Ale wiem co zyskuję – życie wieczne!
Pan profesor: Tam nie ma bzykanka?
Ksiądz Korfanty Niechciał: Tam będziemy żyli jako aniołowie!
Pan profesor: Ksiądz tutaj już tak żyje, to po kiego pchać się tam?
Ksiądz Korfanty Niechciał: Bluźnisz synu!
Pan profesor: Jeszcze nie, ale mogę zacząć. Gdybym był synem księdza, to ksiądz wiedziałby co to bzykanko.
Spiker: Kończymy nasz program i zapraszamy na następny, którego tematem będzie narkomania
Głos męski z sali: Seks jest jak narkotyk!
Pani psycholog: Komuś się wszystko kojarzy z seksem.
Ten sam głos: No pewnie!
Napisy końcowe, muzyka ale słychać krzyki publiczności
Głos kobiecy: Ja tego nigdy nie robiłam z księdzem
Głos męski: To jest dziewica
Ksiądz Korfanty Niechciał: Ja sobie wypraszam!
Głos kobiecie: Najlepiej mieć pierwszy raz i to zrobić z księdzem
Pan profesor: Ty Spiker, gdzie jest kasa?
Ekran monitora gaśnie.
Osoby:
Mąż – Zenek – krępawy, łysy, opalony, ze złotym łańcuchem
Żona – Zdzisława – wysoka szczupła blondynka z dużym biustem, typowa klientka
solarium
Psycholog – Stoigniew – typowy psycholog
Inne osoby: mało znaczące
Kurtyna w górę:
Scena: W poradni małżeńskiej trwa terapia. Na dwóch fotelach obok siebie siedzi Mąż i Żona
W fotelu na przeciw siedzi Terapeuta. Mąż jest naburmuszony, żona również. Sprawiają wrażenie mocno skłóconych.
Psycholog (spokojnym monotonnym głosem): Zenku, Zdzisławo – no to którą mamy dzisiaj wizytę? Niech popatrzę… No proszę, to już rocznica – okrągła 30-stka!
Mąż: O 30-ści za dużo…
Żona: Zenek, weź się zachowuj proszę.
Mąż: I ja jeszcze za to płacę (parsknięcie).
Psycholog: Zenku, to dla Waszego dobra, prawda?
Mąż: Rozwód by taniej kosztował
Psycholog: Zenku, nie kochasz żony?
Mąż (długo milczy): Sam już nie wiem
Psycholog: To może od tego zaczniemy?
Żona: Za każdym razem od tego zaczynamy, może zacznijmy od tego, że on znowu nasikał w łazience i nie posprzątał
Mąż: Zdzicha, jeszcze opowiedz o tym, że nasikałem Koperkowej pod drzwiami za to, że ten jej cholerny pies szczekał i wył całą noc.
Żona: Zenek, a powiem. I wie Pan, Panie doktorze, że on tak nasikał, że było czuć na całej klatce? Normalny cham!
Mąż: Zdzicha, a ty byś co zrobiła co? Pewnie byś zapukała i poprosiła by piesek nie szczekał więcej?
Psycholog: To prawidłowa reakcja, czyż nie?
Mąż: Gniewko, może dla kogoś, kto tego kundla nie słyszał całą noc to tak, ale ja o 6:00 idę do roboty.
Psycholog: Stoigniew Panie Zenku, Stoigniew
Mąż: Niech będzie.
Psycholog: Tak po prostu jest!
Żona: I z nim tak zawsze – cokolwiek zrobi, to ma pretensje, ze mu wolno bo on o 6:00 idzie do roboty. A to akurat była sobota.
Mąż: No widzisz Zdzicha – chciałem się raz wyspać, raz jeden i ten cholerny kundel wył mi z piątku na sobotę.
Psycholog: Zenku, ale mimo wszystko czy uważasz to rozwiązanie zastosowane przez Ciebie za skuteczne?
Mąż: Pewnie, z soboty na niedzielę już nie wył!
Żona: Bo oni wyjechali głąbie
Mąż: Tylko nie głąbie pindo jedna
Psycholog: Proszę Was o spokój, dobrze?
Mąż: Ona zaczęła
Żona: Ja zaczęłam? Zenek, no zobacz – to Ty zacząłeś i mnie winisz
Psycholog: Proszę Państwa – przecież przychodzicie tu do mnie by się już nie kłócić a ja widzę, że to tu się kłócicie.
Żona: Zenek, ja Cię kocham, proszę – niech Pan nam pomoże…
Mąż: Nie pomoże.
Psycholog: Skąd u Pana takie negatywne ustawienie?
Mąż: Bo nam już nic nie pomoże.
Psycholog: Jest Pan tego pewien?
Mąż: A co może nam pomóc? Ona nie chce ze mną spać, a jeśli się zaczyna odzywać, to tylko by powiedzieć: Zenek, zrób to, zrób tamto, albo nie rób tego.
Psycholog: To prawda?
Żona: Pewnie, że nie – ja tak tylko wtedy, kiedy on musi coś zrobić..
Psycholog : Nie o to pytałem, nie chce Pani sypiać z mężem?
Żona (patrząc na męża i na psychologa): Pewnie, że chcę, tylko jak mam z nim spać, jeśli on ciągle się ze mną kłóci. Jak mnie nerwy zżerają, to ja czasami myślę by go w tę głupią japę zdzielić a nie by mu coś nadstawiać.
Psycholog: Pani Zdzisławo, widzi Pani, jeśli on się z Panią kłóci, to znaczy że jemu na tym zależy…
Mąż: Guzik prawda.
Psycholog: Słucham?
Mąż: Pieprzysz Pan bez sensu. Jeśli ja się kłócę, to nie dlatego, że mi na niej zależy, tylko, że racja jest po mojej stronie.
Psycholog: Doprawdy?
Mąż: Ty facet – nie za to ja Ci płacę, byś Ty mnie zadawał pytania. To ja płacę, byś Ty odpowiedział na nasze pytania!
Psycholog: A jakie jest Pana pytanie?
Mąż: No znowu mnie pyta? Panie Bożysław…
Psycholog: Stoigniew, to stare polskie imię.
Mąż: No dobra, cokolwiek ono znaczy. Znowu Pan mnie pytasz. Sprawa jest jasna. Żona przeczytała gdzieś w gazecie o jakichś terapiach małżeńskich, kręciła mi w brzuchu, żebyśmy tu przyszli i ja dla świętego spokoju się zgodziłem. A Pan cały czas mnie pyta.
Psycholog: Bo ja chcę poznać Wasz problem
Żona: No ja powiedziałam, że mamy problem, bo się ciągle kłócimy i nic nie robimy, tylko się żremy
Mąż: No…
Psycholog: To wiem, ale by zrozumieć skutek, muszę poznać przyczynę – więc zadaję pytania naprowadzające, byście Państwo sobie uzmysłowili, czemu się kłócicie.
Mąż: Kurna, ja płacę nie za to, abym sobie coś tam uzmysławiał, ale by Wielmożny Pan psycholog nam pomógł!
Psycholog: Bez poznania przyczyn nic się nie uda!
Mąż: Kurna mać – to ja tu przyłażę już 30-sty raz i Ty człowieku jeszcze nic nie wiesz? Oddawaj kasę łachmyto!
Psycholog: Niech się Pan uspokoi
Mąż: Ja Cię kurna uspokoję (wstaje i zaczyna się szarpać z psychologiem)
Żona (podrywa się i odciąga męża od terapeuty): Zenek, na miłość boską, uspokój się.
Mąż (nie zważa na żonę i stara się dobrać do portfela terapeuty, obmacując go)
Psycholog (krzyczy): Pomocy!!!!
(wpada dwóch ochroniarzy): Co jest Panie doktór!
Psycholog (sapiący): Weźcie tego wariata ze mnie i wsadźcie go w kaftan!
Mąż: Tylko nie wariat stary Palancie – oddawaj kasę
Żona: Zenek, uspokój się
Mąż: Ty się uspokój – to przez Ciebie
Ochroniarze wybiegają
Wpadają znowu ochroniarze z kaftanem, szamotanina
Po chwili… Mąż w kaftanie siedzi obok żony
Psycholog (poprawia swoje ciuchy): Panie Zenku, ja się łatwo nie poddaję
Żona: Widzisz Zenek, a ja Ci mówiłam…
Mąż: Przestań Zdzicha, bo ode mnie w domu to ja Ci tak przyleję, żeś wzięła stronę chama
Psycholog: Proszę mnie nie obrażać
Mąż: …i złodziej jeszcze
Psycholog: Nie ukradłem Panu pieniędzy. Ja naprawdę chcę Państwu pomóc.
Mąż: No żeś facet sobie nagrabił a nie nam pomógł.
Żona: Panie doktorze, niech Pan do niego jakoś przemówi – jest jeszcze gorzej, on mnie nigdy nie bił.
Mąż: I czas najwyższy
Psycholog: Panie Zenku, skąd u Pana taka agresja?
Mąż: No idiota się jeszcze pyta: Bo żeś wziął ode mnie za 30ści wizyt i zamiast pomagać, to żeś chamie jeden mnie związał i ciągle się pytasz.
Psycholog: Panie Zenku, ja Panu pomogę
Mąż: To mi pomożesz jak mnie rozwiążesz chamie!
Psycholog: Jak się Pan uspokoi…
Żona: Zenku, uspokój się proszę
Mąż: Ty się uspokój idiotko.
Psycholog: Pan nie szanuje żony.
Mąż: Was coś łączy? (patrzy na żonę i terapeutę)
Psycholog: Nieeee (zaprzecza machajać głową i patrząc ukradkiem na Żonę Zenka)
Żona: Zenek, czyś ty ogłupiał czy co? Ja Ciebie kocham..
Mąż (milczy i patrzy to na nią to na Psychologa)
Psycholog: Zgodnie z etyką jestem zupełnie bezstronny
Żona: Ja też
Mąż: Tak sobie myślę i myślę…. (myśli)
Psycholog: To niedorzeczne
Żona: Dokładnie. Czy Ci odbiło?
Mąż: Właśnie sobie coś uzmysławiam…
Psycholog: Co?
Mąż: Nie twój interes parchu
Żona: Nie odzywaj się tak
Mąż: A Tobie co? Znowu bierzesz jego stronę? Patrz, Twój mąż siedzi związany a Ty się jeszcze po jego stronie stawiasz?
Żona: Bo żeś się skandalicznie zachowywał Zenek!
Mąż: Normalnie bierze jego stronę. Ja Pindo jedna chciałem moją kasę z powrotem!
Żona: Cham jesteś a nie facet. Zapłaciliśmy za to, a ty co?
Mąż: Za co Zdzicha? Za dodatkowe godziny kłótni tutaj?
Psycholog: się patrzy tylko to na męża to na żonę
Żona: Nie, by nam pomógł
Mąż: Kurna babo durna, a my się tutaj kłócimy a w domu się nam już nic nie chce! I ja za to jeszcze płacę. W domu to się kłócimy za darmo.
Żona: Panie Stoigniewie. I co ja mam powiedzieć?
Psycholog: Pani Zdzisławo, niech Pani teraz nic nie mówi.
Mąż: I Ty go słuchasz?
Żona: On mądrze gada.
Mąż: Was coś jednak łączy.
Psycholog: Pana żona jest tylko Pacjentką
Mąż: Chyba nie tylko.
Psycholog: Tylko
Żona: Co Ty wygadujesz Zenek?!
Mąż: Ja już dobrze wiem. I jeszcze za to płace!
Żona: Zenek, ja cię kocham!
Mąż: (patrzy na oboje) I mnie tutaj przywlekłaś, ciekawe po co?
Psycholog: Czemu Pan myśli, że mnie łączy romans z Pana żoną?
Mąż: I jeszcze się pytasz?
Psycholog: Tak, pytam się.
Mąż: Będziesz mi płacił alimenty.
Psycholog: Nie będę nic płacił
Mąż: Widzisz Zdzicha? Nie będzie płacił, ha ha ha
Żona: Zenek, Ty jesteś chory.
Mąż: Mam Cię! On też tak uważa. Zobacz, kasy nie oddał i mnie związał! Jesteście w zmowie. I co Ci kupi za moją krwawicę? Co? Futro!
Psycholog: Panie Zenku, może ja Panu zaaplikuję jakiś lek uspokajający?
Mąż: A spróbuj mnie tknąć konowale jeden
Psycholog: Mam na imię Stoigniew
Mąż: A kto Cię tam wie. Oddaj kasę i mnie wypuść. I żyjcie sobie razem.
Psycholog (patrzy uważniej na Żonę Zenka) : Podobam się Pani?
Żona (patrzy uważniej na Psychologa): Czy ja wiem?
Mąż: A bierz ją Pan, ja jej już nie chcę. Latawica jedna!
Żona: Wypraszam sobie. Zenek, ja Cię nigdy nie zdradziłam.
Mąż: A co Ty powiesz? Widzę, jak ten Gienek na Ciebie patrzy. A Tobie się aż oczy świecą
Żona: Panie doktorze, on taki zazdrosny zawsze był.
Psycholog: Nie jestem żaden Gienek, ale Stoigniew!
Mąż: A bądź sobie nawet Piepcisław! Rozwiąż mnie i oddaj kasę. Żonę sobie weź za darmo
Żona: Stoigniewie…
Mąż: O już Stoigniewie mówi. Oddaj kasę!
Psycholog: Umówiliśmy się, że będziemy mówić sobie po imieniu, to nic nie znaczy!
Mąż: Ty się nie tłumacz. Dawaj kasę i mnie wypuść. Masz moją starą za darmo.
Żona: On mnie nie kocha.
Mąż: On na pewno Cię kocha.
Żona: O Tobie Zenek mówiłam!
Mąż: Po tym jak się z tym parchem zadawałaś? To ja Cię już nie chce.
Żona: Stoigniew, zrób coś, bo ja nie mogę
Mąż: O znowu, Stoigniew, zrób coś…
Psycholog: O Pan wreszcie powiedział moje imię poprawnie.
Mąż: Powtarzałem po żonie
Żona: Tak mi przykro Stoigniewie, normalnie mi wstyd.
Mąż: Jej wstyd?
Żona: Tak wstyd mi za ciebie
Mąż: Za mnie?
Żona: Co się dziwisz Matole!
Mąż: Wstydzić się powinniście oboje!
Psycholog i żona razem: Za co?
Mąż: No i wszystko jasne!
Psycholog i żona razem: Co jest jasne?
Mąż: Że się bzykacie!
Psycholog: Że co?
Żona: No zdurniał
Mąż: Już wszystko wiem, nawet się nie tłumaczcie!
Psycholog: Zapewniam Pana, że mnie z Pana żoną nic nie łączy!
Żona (spojrzała na Psychologa): Słucham?
Psycholog: No co? Jesteś moją Pacjentką!
Mąż: (patrzy uważnie to na żonę to na psychologa)
Żona: Powtórz to jeszcze raz.
Psycholog: Powtarzam, nas nic nie łączy.
Żona: milczy
Mąż: Milczy
Psycholog: Milczy
Mąż: Rozwiąż mnie parchu jeden.
Psycholog: Ale Pan coś obieca
Mąż: Co?
Psycholog: Że to nasza ostatnia terapia.
Mąż: To Ci mogę obiecać Stawonogu
Psycholog: Stoigniew, kurcze czy trudno zapamiętać moje imię?
Żona: Moment Stoigniewie. Powtórz kim ja jestem dla Ciebie?
Psycholog: Już powiedziałem i nie będę się powtarzał.
Żona: To ja myślałam…
Psycholog (przerywa): Zdzisiu, jesteś cudowną kobietą, najwspanialszą pacjentką jaką miałem i jest mi niezmiernie przykro, że masz tak fatalnego męża.
Żona: Tylko…
Mąż: Rozwiązuj mnie Ty gnido wredna! Oddaj kasę i już mnie tu nie ma!
Żona: Tylko tyle? (patrzy na Psychologa)
Psycholog: Jesteś piękną kobietą…
Mąż: A weź sobie te babę. Oddaj kasę a weź moją żonę. Morduje mnie na raty i jak widzę jeszcze mnie zdradza z terapeutą. Normalnie horror. W sumie dobrze, że tu przyszedłem, bo teraz wiem, że słusznie tej babie nie ufałem.
Psycholog: No to jeśli Pan jest zadowolony, to ja kasy Panu nie oddam.
Mąż: O żesz Ty dusigroszu pryszczaty! Rozwiąż mnie, to Cię zabije!
Żona: A ja myślałam…
Psycholog i mąż spoglądają jednocześnie na kobietę
Psycholog: Że co?
Mąż: No nieeeee
Żona: Sam przecież powiedziałeś, że w ten sposób zarobimy parę groszy.
Psycholog: Co mi Zdzisławo imputujesz?
Mąż (już spokojniejszy): Wiecie co? Ja sobie tak tu posiedzę i się więcej dowiem niż myślałem. A mówią, że terapie gówno dają.
Psycholog: Zdzisławo, proszę Cię, pogadamy o tym później
Żona: A ja dla Ciebie jestem tylko Pacjentką?
Mąż: Tylko jesteś, tylko… Głucha jesteś? Jak byłaś durna, to pewnie durna będziesz już zawsze.
Psycholog: Jesteś piękną kobietą… to też powiedziałem
Żona: Tylko?
Mąż (patrzy to na żonę to na Psychologa)
Psycholog: Jesteś piękną i wspaniałą kobietą, niedocenianą przez prymitywnego, zupełnie pozbawionego uczucia i szacunku do Ciebie kmiota.
Maż: No no no no! Tylko nie kmiota a na pewno nie pozbawionego uczuć. Uszanuję to co między Wami jest pod warunkiem, że mi oddasz łobuzie kasę – 30 sesji po 2 stówy to będzie, niech pomyślę…
Żona: 6000 idioto
Mąż: No właśnie, zawsze byłaś ode mnie lepsza w rachunkach
Psycholog: Nie tylko w rachunkach
Mąż: A w czym jeszcze? W darciu gęby na całą dzielnicę była lepsza
Psycholog: Tak, to prawda, pięknie śpiewasz Zdzisiu jak Ci dobrze.
Mąż: Może Wy sobie tak poflirtujcie później, ja wezmę kasę i sobie pójdę już? Nie mam zamiaru słuchać Waszych wynurzeń (mąż przerywa tyradę i się zastanawia) – Ty Psycholog, ona śpiewa?
Psycholog: Cudownie, jak ma orgazm, to normalnie opera wiedeńska się chowa…
Żona (czerwienieje): Oj przestań takie rzeczy opowiadać.
Psycholog: Tak, jest cudowna w łóżku
Mąż: Kiedyś była… ale teraz? (patrzy wykrzywiając twarz w grymasie na swoją żonę i lustruje ją od góry w dół) – Nieeee (macha przecząco głową) nie wierzę.
Psycholog: Proszę wierzyć. Straciłem dla niej głowę.
Żona: No widzę, że odzyskujesz powoli pamięć Stoigniewie….
Mąż (patrząc na żonę): Jak go walnę zaraz… jak mnie nie rozwiąże i nie odda kasy, to nie tylko pamięć straci.
Psycholog (nachyla się do żony): Nie da się ukryć Zdzisławo, że wniosłaś w moje życie nowy powiew świeżości
Żona: Nie przesadzaj zboczuchu!
Mąż: Czy wy sobie możecie tak tiurlać beze mnie?
Psycholog (całując dłoń żonie): Nie przesadzam Złociutka, nie przesadzam.
Mąż: Czy ktoś mnie tu w ogóle słyszy?
Żona: Chodźmy do Ciebie na górę…
Mąż: Ale wcześniej mnie wypuśćcie i oddajcie kasę
Psycholog (do męża): Kupiłem już dwutygodniowe wakacje na Ibizie, kasy nie ma.
Żona (do męża): No właśnie
Mąż: Co „właśnie” ruro zdradliwa! Co właśnie? Hę? Nie tylko mi jakiś Strugniew żonę podprowadził to jeszcze….
Psycholog: Nie podprowadził, bo po pierwszej sesji wiedziałem, że ty jej nie kochasz.
Mąż: I żeś mnie cholero jedna strugał z kasy i mi żonę bzykałeś?
Psycholog: Tak
Mąż: O żesz ty w mordę kopany będziesz!
Psycholog: A spróbuj – jesteś w mojej całkowitej władzy ha ha ha!
Żona: Widzisz Zenek, to tak jest, jak się żony nie docenia! Kto mieczem wojuje od miecza ginie, o! Żałujesz teraz co?
Mąż: Wiesz czego żałuję purchlo jedna? Że Cię kurcze nie zabiłem! Niech mnie ktoś rozwiąże!
Psycholog: Wiesz Dziubdziulku, ja w sumie mogę mu dać coś na sen i chodźmy na górę
Mąż: Kiedyś się ocknę, to pożałujecie!
Żona: A może tak go tu zostawmy i już jedźmy? Będzie wyglądało na nieszczęśliwy wypadek?
Mąż: Że co? Wy tu zbrodnię planujecie okrutnicy!
Psycholog: To dobry pomysł Dziubdziulku (schyla się i namiętnie całuję Żonę)
Mąż: Natychmiast mnie wypuśćcie! Ja sobie już pójdę! Nie mam ochoty patrzeć na to zboczeńcy!
Żona do Psychologa: Wiesz Pysiaczku, Zdzisia jest mądrą dziewczynką. I nie tylko… (wyraźnie zaczynają się ze sobą migdalić)
Mąż: Zaraz się porzygam! Wypuście mnie! (krzyczy)
A Psycholog i Żona nic sobie z tego nie robią. Zaczynają się migdalić, nagle, pukanie do drzwi:
Sekretarka: Panie Stoigniewie, żona dzwoni
Mąż: Żona?
Żona: Żona?
Psycholog: Zaraz oddzwonię, mam pacjentów…
Sekretarka wychodzi:
Mąż: Ale numer, moja żona się puka z żonatym terapeutą za moją kasę i sama jest robiona w kólkę. Ale cyrk!
Żona: To Ty masz żonę?
Psycholog: W sumie mam.
Mąż: No i proszę Babo durna – a cóżeś myślała, że Książe kawaler na białym koniu? Hę – nawet go ni stać na wakacje na Ibizie. I zapomniał, że ma żonę!
Żona (zaczyna podnosić głos od cichego warczenia, po wielki wrzask). To ja Cię zaczęłam kochać Doktorku, to ja dla Ciebie ten kawał durnego mięcha przyprowadzałam…
Mąż: Tylko nie mięcha, ja mam godność i dumę!
Żona: To ja Ci tutaj cyrki niewidy robiłam z miłości a Ty mi łobuzie jeden (już krzyczy) nie powiedziałeś, że masz żone? Gdzie ją masz, no gdzie?
Mąż: No i proszę Panie Doktorze, a ja to mam parę razy dziennie
Psycholog: Proszę Cię Dziubdziulku, usiądź spokojnie, ja Ci wszystko wyjaśnię
Mąż: To Pański pierwszy błąd – Nie wolno jej nic wyjaśniać, ona już wszystko wie. Durna jest, ale tą resztką inteligencji akurat podstawowe fakty jest w stanie sobie skumać.
Żona: To ja Ci tu normalnie całą kamasutrę przećwiczyłam
Mąż: Całą?
Psycholog: Ba, nawet pewnych kawałków nie znałem
Żona: Zamknij w końcu swój obłudny ryj!
Mąż: Ja?
Żona: Nie ty
Psycholog: Ja nic nie mówię!
Żona: Ty mnie kochasz? Ty mnie kochasz? Tak mówiłeś? Tylko zapomniałeś, mi powiedzieć, że w domciu żona czeka
Psycholog: i dwójka dzieci
Mąż: No to po Tobie chłopie
Żona: Ja Cię chyba zabiję (kobieta zaczyna szaleć)
Psycholog: Panie Zenku, ona tak zawsze?
Mąż: Zawsze i po parę razy dziennie.
Żona: Zamknijcie się obaj !
Mąż szeptem: Powiem panu szczerze, że jeśli ma Pan gdzie, to niech Pan zwiewa
Psycholog: (Półgębkiem w trakcie jak żona krzyczy): To ja wszystko na Ciebie postawiłam. Mam męża idiotę, półgłówka, rzygać mi się na jego widok chce, ale co jak co on był wobec mnie uczciwy
Psycholog (półgębkiem): Jak Pana wypuszczę, obroni mnie Pan przed nią?
Mąż: A kasę Pan odda?
Psycholog: Oddam
Mąż: No to sztama stoi.
Żona: A ten „Stoi co mu się gnie”: złote góry obiecywał, jak bardzo kocha się zaklinał….
Psycholog rozwiązuje męża a żona tego nie widzi. Żona pomstuje do nieba: Wszyscy faceci to świnie!
Mąż: Dziękuję Panie Stoigniewie
Psycholog (zaskoczony, że ten do niego powiedział po imieniu): Cieszę się, że Pan mi pomógł.
Mąż: Wie Pan, żal mi się Pana zrobiło. Ja sobie z nią już radzę od lat, ale Panu to by życie zmarnowała
Psycholog: Będę Panu zobowiązany (sięga do kieszeni) Ma pan bilety a kasę Panu na konto przeleję – numer konta mam na umowie.
Mąż: Dzięki… (nagle kątem oka zobaczyli obaj, że coś na nich leci, zrobili unik) Panie Stoigniewie, może my tak damy chodu?
Żona: Zabiję obu (krzyczy całą wściekła) Tak mnie oszukać!
Psycholog do męża: Co za baba. Lecimy obaj na Ibizę, ok.? Tam nas nie dopadnie.
Mąż: Nie ma sprawy – Pan z lewej ja z prawej – ona straci orientacje. Niech pan uważa
(nad głową doktora roztrzaskał się wazon) – no mówiłem, trzeba uciekać przy podłodze.
Psycholog: Dziękuję – widzimy się na lotnisku – data odlotu na bilecie.
Mąż: Ok. Niech Pan ucieka a ja Pana osłaniam (podają sobie dłonie w duchu solidarności męskiej)
Psycholog i Mąż: wybiegają
W gabinecie zostaje żona. Demoluje pomieszczenie, słychać jej wrzaski i furię a z daleka słychać odgłos karetki pogotowia, straży pożarnej i policji.
Kurtyna opada.
